„Nie” dla współczesnego systemu edukacji

Posted: 28/06/2013 in POLSKA

witajszkoloJestem absolwentem liceum ogólnokształcącego o profilu prawno-obywatelskim. Do szkoły chodziłem w kratkę, matury poszły mi bardzo dobrze. Uczyłem się tylko przez ostatnie dwa miesiące. Napisałem testy lepiej niż niejeden tegoroczny maturzysta, który uczęszczał na wszystkie zajęcia. Jaki z tego wniosek?

Cóż, nie będę kłamał. Zbyt pilnym uczniem to ja nie byłem. Na świadectwie widnieją mało atrakcyjne oceny, a niektóre przedmioty ledwo zdałem. Do dzisiaj pamiętam, jak w drugiej klasie zaliczałem chemię. Nauczycielka spojrzała na mnie z pożałowaniem i zapytała o najprostsze reakcje. Zapisałem je na tablicy. Nie poszło mi to najlepiej. Pani X zaśmiała się i z litością na twarzy wystawiła mi dwóję. Moje brzydkie wyniki były skutkiem tego, że praktycznie w ogóle nie chodziłem do szkoły. Miałem chyba najgorszą frekwencję w klasie. Trzy lata ciągłych gróźb wyrzucenia mnie, niekończące się nagany dyrektora. Wydawałoby się, że jestem stracony. Rozważano nawet opcję niedopuszczenia mnie do egzaminów. W końcu udało się, przyszedł czas na „sprawdzian dojrzałości”. Kilka dni pisania testów, które w ogóle mnie nie stresowały. Potem spokojne oczekiwanie wyników i…. stało się. Wiem, na ile napisałem moje matury.

Lekcje opuszczałem, bo byłem leniwy i wolałem się uczyć według schematu, jaki mi się podoba. Od zawsze uważałem, że gdybym mógł, chciałbym to robić tylko w domu. Jestem za zniesieniem szkół publicznych i zastąpieniem ich edukacją domową. Badania pokazują, że uczniowie, którzy uczą się według tego drugiego systemu, osiągają o wiele lepsze wyniki na egzaminach. I to nieprawda, że są mniej „uspołecznieni”. To ogromny mit. Szkoła wcale nie sprawia, że stajemy się bardziej otwarci, czy coś w ten deseń. Mało tego, często przyczynia się do spadku samooceny, demoralizacji i nabywania złych wartości.

Wysmarowanie ściany w toalecie własnym kałem, wykopanie drzwi, zbicie szyby i inne tego typu „akcje” to szkolna codzienność. Dyrektor, zamiast skupić się na problemach z edukacją, musi bawić się w wychowywanie uczniów, czyli pewnego rodzaju walkę z wiatrakami. W liceum też nie jest lepiej. Ciągłe powtarzanie słowa „matura” i robienie wszystkiego zgodnie z kluczem. Zero praktycznej wiedzy, która w jakiś sposób się przydaje. System nauczania w szkole średniej jest niesamowicie nieskuteczny. W ogóle nie działa. Jeśli uczeń chce dobrze napisać maturę, musi się uczyć samemu. Szkoła w tym przypadku jest jedną wielką stratą czasu. Nawet zadania z matematyki trzeba zrozumieć w domu, bo na lekcjach po prostu się nie da.

Kiedyś słyszałem, że oświata wychowuje. Nie znam ani jednego przypadku, w którym szkoła „naprawiła” zepsutego ucznia. Zamiast tego, w gimnazjum zetknąłem się ze spadkiem intelektualnym, który był wprost proporcjonalnym do wzrostu głupoty, huligaństwa i bezczelności. Nauczyciele nie radzą sobie z sytuacją, a szkoły zamieniają się w ośrodki wychowawcze. Mamy do czynienia z wielkim niewypałem. Rodzice boją się puszczać dzieci do szkół, bo znają dzisiejszą rzeczywistość. Dla takiej edukacji nie ma już ratunku, jedynym rozsądnym krokiem jest zastąpienie szkół publicznych internetowymi. Ewentualnie większa promocja tej drugiej opcji, żeby rodzice bardziej świadomie decydowali o nauce swojego dziecka.

Na koniec szybciutko podsumuję moje lata edukacji. Podstawówki za bardzo nie pamiętam, poza nauczycielem od WF-u, który napluł mi w twarz, gdy usłyszał, jak obrażałem go przy koledze. Gimnazjum wspominam najgorzej, chociaż miałem tam dwóch dobrych kumpli. A liceum? W głowie zostanie mi lans, chlanie, uciekanie z lekcji, stres mojej biednej matki i wątpienie wielu nauczycieli. Do dzisiaj pamiętam, jak pod koniec klasy maturalnej pani od angielskiego napisała do każdego ucznia list. Była to ocena jego pracy i wkładu. Powiedziała mi, że jestem arogancki, nieuprzejmy, samolubny i mam zejść na ziemię, bo jeszcze niczego nie osiągnąłem. Cóż… miałem 87% z angielskiego pisemnego. Chyba nie było tak źle?

A Wy? Co sądzicie o współczesnym systemie edukacji?

Polub moją działalność: https://www.facebook.com/PatrykPisze

DODAJ KOMENTARZ

Reklamy
Komentarze
  1. Jet pisze:

    Jak miło słyszeć jest to od osoby takiej jak TY

  2. Jakby Ja pisze:

    Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji. Szkoła jest nieskuteczna, ponieważ nie istnieje coś takiego jak podejście do ucznia, ale do całej klasy. Największą głupotą jest podzielenie na dwie grupy językowe w wyniku czego dochodzi do sytuacji, w której średnie osoby nie mają się za bardzo gdzie podziać (w słabszej poziom za niski, w zaawansowanej zbyt wygórowany).

    Masz dużo samozaparcia najwidoczniej, gratuluję dobrze zdanej matury. Jednak matura o niczym nie świadczy – tak uważać będę do końca życia. Wystarczy mała odporność na stres i dobrym wynikom można powiedzieć „adios!”.

    Nie możesz oceniać jednak całego szkolnictwa ze swojej perspektywy. Znam osoby, które są słuchowcami i wynosiły bardzo dużo z lekcji. Dla wzrokowców (w tym dla mnie) kluczem do nauczenia się było psychopatyczne skrobanie notatek z odnośnikami. Żeby przeżyć w szkole trzeba znaleźć swój sposób na przyswajanie materiału. Najwidoczniej u Ciebie świetnie sprawdziło się samodzielne rozłożenie tematów. Samodyscyplina jest dziś w cenie. System edukacji nie jest dobrze skonstruowany, ale uczy życia w społeczeństwie. Człowiek to zwierzę stadne, a szkoła naucza przebywania w przestrzeni z osobami, które nie zawsze nam odpowiadają. Uczy współpracy z nimi. W pracy nie powiesz przecież szefowi: „PROSZEM PANA A ON JEST GUPI I NIE BENDEM Z NIM PRACOWAŁ”.

    W szkole poznałam różne przekroje psychologiczne, trafiłam na naprawdę różnych nauczycieli i klasowych ziomeczków. Bardzo dużo zależy od nauczyciela. Rodzice nie mają wpływu na to, czego ich dzieci uczą się w szkole. Ostrożnie podchodziłabym do domowego nauczania. Zalatuje mocno państwem socjalnym, a za tym za bardzo nie jestem.

    Powodzenia w zmienianiu świata:)

  3. Sz pisze:

    Gratuluję wyników.
    Jedni uczą się szybciej, drudzy wolniej. Nie każdy ma też warunki i środki, by pobierać dodatkowe lekcje… Chyba mówię tak tylko dlatego, bo mnie się nie poszczęściło. 😉

  4. Patrycja pisze:

    Jak dla mnie matura poszła Ci bardzo dobrze! też byłam leniem, opuszczałam szkołę, nie chciało mi się 🙂 ale nie żałuję.

  5. Marta pisze:

    Spojrzałam na Twoje wyniki, stwierdzenie, że to bardzo dobre wyniki, gratulacje bardzo dobrych wyników i zrobiłam się bardzo szczęśliwa, bo mnie poszło lepiej. Przepraszam, że cieszę się Twoim kosztem, ale ciągle jestem niepewna czy aby na pewno moje procenty wystarczą mi żeby się dostać na UJ.

    Od miesiąca pracuję jako kelnerka i cóż, muszę przyznać, że prawdziwe życie, w którym zarabia się pieniądze jest zupełnie inne niż życie szkolne. Dwa inne światy. Szkoła ani trochę nie przygotowuje do życia, szkoda, bo tylko tracimy czas.

    Powodzenia podczas rekrutacji na studia, oby nie zabrakło Ci punktów. 🙂

    • patrykpisze pisze:

      Mi nie zabraknie punktów, o mnie się nie martw 😀
      Liczą mi na studia angielski i wos.

      Zakładam, że się przyłożyłaś, na pewno docenią twoją prace.
      Ja napisałem na styk, tak żebym dostał się na studia w Toruniu 🙂

  6. Jet pisze:

    Ważna przesyłka Dla Ciebie: http://oi43.tinypic.com/2jbu0cg.jpg

    Dziękuję Raz jeszcze ❤

  7. Inna pisze:

    Ja jestem tuz po 3 gimnazjalnej. Do szkoły chodziłam, bo lubię. Uczyć sie to raczej mi samo do głowy wchodziło, aja tylko książki połykałam jedna za druga. Może z ciebie taki Einstein?

  8. koka. pisze:

    Nie mam zamiaru sprzeciwiać się, że polski system edukacji to strzał w dziesiątkę, mnóstwo błędów. W sumie – cały jest błędem. Będąc w gimnazjum nie nauczyłam się tak naprawdę, niczego, zmarnowane trzy lata mojego życia. Obserwując moich znajomych, którzy ze spokojnych gości stali się pijakami i narkomanami na dnie, bez żadnych ambicji jestem szczerze zniechęcona. Powstanie gimnazjów to był zły pomysł. Trzyletnie licea to również zły pomysł. Po wakacjach będę w klasie maturalnej i już wiem, że szkoła nie pomoże mi w przygotowaniu do matury ani trochę. Chciałabym, żeby było inaczej, ale w chwili, gdy dowiedziałam się, że na rozszerzonym wosie – musimy przepisywać po prostu podręcznik do zeszytu, szczęka opadła mi do samej ziemi. I to nie jest zawsze kwestia nauczyciela. Znam nauczycieli (Bogu dzięki), którzy są świetnymi nauczycielami, potrafią coś obudzić w umysłach uczniów i przekazać im wiedzę, nie tylko każąc przepisywać podręcznik. Sama przygotowuję się do napisania rozszerzonego polskiego, wosu i biologii. Trudno. Miałam inne plany, jak szłam do liceum, ale nie wyszło. Może doczekam się, jak moje dzieci będą miały jakoś lepiej w szkole. By szkoła bardziej pomogła im w dążeniu do tego, o czym marzą, a nie zabijała chęć rozwijania się.

  9. Marta pisze:

    Niestety nie jest tak, że oceny są adekwatne do faktycznego stanu wiedzy. Zbyt dużo teorii, a za mało praktyki.

  10. pecora nera. pisze:

    patrykpisze :

    pecora nera. :
    Naraz? A możesz tak w pierwszym roku czy decydujesz się na jeden kierunek zaocznie?

    Jak najbardziej dam sobie radę
    Politologia zaocznie, ekonomia dziennie.

    Nawet w to nie wątpię. Po prostu pytam. Na początku myślałam, że rozważasz studia równoległe po pierwszym roku. Też myślę o studiowaniu dwóch kierunków, zwłaszcza że mam wszechstronne zainteresowania i wolałabym niczego nie przeoczyć. Jednak najpierw chcę się skupić na jednej dziedzinie, a w przyszłym roku bądź za dwa lata coś sobie dobrać.

  11. RademenesII pisze:

    Mam wrażenie czasem, że to celowa robota, ogłupianie przyszłych pokoleń. Poziom edukacji? Wywalmy historię, pozbawmy młodzież świadomości narodowej. Niech się uczą o historii tęczowej flagi… Jak najwięcej testów, niech nie myślą, niech odpowiadają według wzorca. Może niech żyją według wzorca. Chcesz żyć a) Tak, b) Nie, c) Nie mam zdania. Nie mam zdania, bo moje życie podlega z góry ustalonym wzorcom, ja nie muszę zbytnio nad tym myśleć. Tragedia.

    Szokuje mnie, że ze szkoły nie można wywalić łobuza, terroryzującego otoczenie. Szokuje mnie, że nauczyciele nie mogą się bronić przed agresją. Jestem za wprowadzeniem kar, piętnujących złe postępowanie i upokarzających tych, którzy się ich dopuszczają. Kiedyś za gwizdnięcie koledze gumki z piórnika dostałem kilka razów linijką po łapach przy całej klasie. Jakoś więcej nikomu nic nie ukradłem (wcześniej też wprawdzie nie, ot tak głupota do łba wpadła, ale były konsekwencje, także w postaci późniejszych szykan ze strony kolegów), a traumy na całe życie też się nabawiłem, przed czym ostrzegają różnej maści psychologowie.

  12. Bina! pisze:

    nie lubisz, jak Ci się coś narzuca… rozumiem. nie każdy lubi być elementem szarego tłumu chodzącego do szkoły. stopnie w szkole nigdy nie były, nie są i nie będą odzwierciedleniem naszych umiejętności – matura radzi sobie z tym nieco lepiej, gratuluję więc wyników! zaskakująco mała różnica między podstawowym a rozszerzonym polskim 🙂 trzymam kciuki, zwojuj świat!

  13. Amalia pisze:

    Szkoła nie uczy, nie wychowuje, nie wzmacnia pozytywnych zachowań, a za to zwyczajnie przyzwala na wszystko co najgorsze. Nauczyciele albo są mało kompetentni albo mało zaangażowani w nauczanie. Program jest kiepski, z roku na rok podstawa programowa zawiera więcej bzdur, mniej konkretów, a uczniowie z roku na rok wiedzą mniej. Matura – bzdura, na matmie – tablice, na polskim – klucz odpowiedzi i parafraza fragmentu tekstu. Szkoła nie wymaga nauki od ucznia, ale korepetycji. Szkoła to dno i hodowanie albo uczniów znerwicowanych i zakompleksionych albo agresywnych i brutalnych. Nie jest sprawiedliwa, nie gwarantuje równości, nie daje szansy rozwoju uczniom zdolnym ani tym słabszym. Nauczyciele są przekupni, i dla rodziców i dla wydawnictw edukacyjnych. Szkołę skończyłam już jakiś czas temu, ale mam z nią spory kontakt nadal, niestety o szkołach za dużo dobrego powiedziec niestety nie mogę…

  14. Jet pisze:

    Ależ oczywiście że można studiować 2 kierunki równocześnie, nawet niektóre oceny można wówczas przepisywać do indeksów, jak są jednakowe przedmioty np: język obcy

  15. Eule pisze:

    Cóż… ja chyba miałam po prostu szczęście i nie odczułam takiej strasznej patologii, która jakoby wszędzie panuje… Bo panuje, to prawda, ale mnie to ominęło :] Podstawówkę miałam świetną – klasa była fajna, zgrana, tylko czasem ktoś przychodził lub odchodził, a innych dało się znieść. Gimnazjum jak się okazuje też – ale tu zadziałał też sprawdzian uzdolnień kierunkowych (do klasy dwujęzycznej – taki sprawdzian językowy). Myślę, że takie sprawdziany byłyby dobrą rzeczą. Pozwalałyby znaleźć się właściwym osobom we właściwym miejscu. Oczywiście, nikt nie zagwarantuje, że będzie pięknie, ale na pewno lepiej. Obecny stan systemu edukacji jest opłakany, ale sami wiele nie zdziałamy – jeżeli ktoś będzie chciał z nami, uczniami, ale i nauczycielami, współpracować, to ja pędzę i lecę i naprawiajmy to.
    Uuuu, wyniki na wysokim poziomie :] A gdzie chcesz iść na studia (nie chodzi mi o kierunki, wyżej już o nich wspomniałeś, ale o miasto), jeżeli chcesz zdradzić?
    Pozdrawiam!

  16. Gratuluję wyników, są naprawdę wysokie! Zgodzę się, że teraz strach dzieci do szkoły puszczać, sama gimnazjum wspominam nie najlepiej. Bo więcej było poniżania, dokuczania i innych ‚akcji’ niż tych dobrych rzeczy. Szkoła ma wychowywać, a wcale tego nie robi. Każe się uczyć na pamięć, nie pokazując że nauka może być ciekawa, intrygująca. Nie pokazuje że można odkrywać nowe wiadomości, tylko uczy jak wypełniać testy według klucza.

  17. pecora nera. pisze:

    Masz wspaniałe wyniki. Podziwiam Cię za wos, bo z roku na rok jest coraz trudniejszy (ponoć teraz łatwiej zdawać historię), a wynik jest naprawdę imponujący.

    Edukacja w Polsce przestała służyć ku temu, aby kształcić mądrych, zaradnych Polaków, którzy będą dbali o ten kraj. Teraz próbuje się stworzyć masę debili, którymi łatwo manipulować i rządzić.

    Poza tym zgadzam się z Tobą w kwestii „wychowywania” w szkole. Nie sądzę, żeby szkoła w jakiś sposób wychowywała uczniów, chyba że mamy na myśli niektóre przedszkola i podstawówki, gdzie dzieci uczą się używania zwrotów grzecznościowych. Poza tym ciężko trafić na placówkę i nauczycieli (chociaż są wyjątki, na które trafiłam), którzy dawaliby dobry przykład uczniom i pomogliby kształtować swój światopogląd i osobowość. Wystarczy spojrzeć na statystyki przestępstw, jakich dokonują małolaty oraz odsetek samobójstw.

  18. Lili pisze:

    Według mnie wiele zmienia. 🙂 Oby.

  19. Mili pisze:

    Zgadzam się z Tobą. Gratuluje dobrych wyników :).
    Ciekawe jak ocenisz studia haha..

  20. Jet pisze:

    Ja uważam że cały nas system edukacji jest zły, niszczy on prawdziwe talenty, szara polska rzeczywistość, gratuluje wyników, z takimi pewnie przyjmą Cię wszędzie gdziem będziesz chciał, no właśnie a co chcesz studiować? Sądząc po zainteresowaniach obstawiam politologię ??

  21. Myosotis pisze:

    mam dokładnie takie samo zdanie. ja „niezbędność” szkół doświadczyłam na własnej skórze. kiedy to przez zrządzenie losu, na 4 miesiące musiałam opuścić szkołę i siedzieć w szpitalu. nauką zajmowałam się sama. choć było wiele pokus wokół by przestać. wróciłam w marcu na miesiąc nauki do liceum i czułam, że poradzę sobie. mimo że przed wszystkie lata, nie znalazłam jakiegoś autorytetu w murach szkolnych. a wręcz przeciwnie… jeśli chodzi o uczniów – to jak mówisz – lans, dance, chlanie i głupie wygłupy. wyniki mam jeszcze trochę lepsze od Ciebie. spora satysfakcja. bo wiem, że wszystko leżało w moich rękach.
    tyle stresu, tyle dni, tyle gróźb… a wszystko i tak zamieniło się w cyferki.

  22. Mona pisze:

    Czytając Twój wpis, pomyślałam – nareszcie ktoś mnie rozumie.

    Ja również mam chyba jedną z najgorszych frekfencji w szkole. Choć ostatnio to już bardziej. z uzasadnionych powodów. A mimo to mam również najwyższą średnią w najabrdziej prestiżowej szkole w moim mieście, bosz… jak to brzmi.
    Również jednakzgodzę nad przejściem na edukację domową lub przynajmniej mniejsze klasy, kilkuosobowe. Ja mam tak wszystkie zajęcia dodatkowe i efekty naprawdę są zadowalające. Jedyny minus? Nie mam na nich aż takich chęci i ambicji, bo w sumie rywalizuję sama ze sobą, a w Tym nigdy nie byłam dobra :c.

    Gratuluję wyników!

  23. Masked pisze:

    A ja mimo że do szkoły chodzę i oceny mam dobre też nie zgadzam się z tym całym systemem edukacji. Jeśli ktoś nie będzie myślał to szkoła zrobi z niego kolejnego idiotę-robota, który będzie robił to co mu się karze. Trzeba wiele zmienić, ale z drugiej strony głupim narodem łatwiej rządzić, czyż nie?

  24. Annyce pisze:

    Ja tam byłam zawsze za oddzieleniem w szkole uczniowskiego plebsu od przeciętniaków i od tych, którym naprawdę chce się nauczyć. I za ograniczeniem wymaganego wykształcenia do podstawówki. Ale nie – przecież muszą być równe szanse. To uważam za największą porażkę. Ze wszystkich lat szkoły najbardziej pamiętam to niesamowite marnotrawstwo czasu. Najwięcej uwagi szło zawsze dla osób, które sobie nie radziły albo nie chciały sobie radzić (a więc próbowano ich „wychować”). Uczeń, który umie i który jest zainteresowany jest traktowany jako „bezproblemowy” czyli taki, którego można olać, bo przecież sam zrobi. Nauczyciel z przeciętnej szkoły nie ma czasu na żadne wychowywanie i porządne uczenie, bo jest przygnieciony stosami papierów do uzupełnienia i pyskówkami gimnazjalnego syfu, który przychodzi do szkoły tylko po to, żeby zrobić rozróbę. Ktoś z ambicjami w szkole zginie, o ile nie trafi na choć jedną osobę, która mu pomoże.

  25. Jeśli chodzi o wyniki – gratulacje:)
    A dalej – swoją maturę napisałam już jakiś czas temu i z perspektywy czasu chętnie bym do tej „okropnej” szkoły wróciła. Szczególnie ekstremalnych przygód nigdy nie miałam, na zajęcia chodziłam, dość regularnie, choć z wiekiem zdarzało mi się trochę rzadziej…Ale w domu praktycznie uczyć się nie musiałam, wyniki miałam naprawdę dobre i choć wiele miałam zastrzeżeń to za nic nie chciałabym uczyć się przez cały ten czas sama w domu. Jakby nie patrzeć, najwięcej ludzi poznaje się z biegiem lat w szkole, można trafić na lepszych i na gorszych, ale czy bez tego rzeczywiście byłoby lepiej?
    Oczywiście system edukacji ma całą masę wad, a z każdą zmianą i „ulepszeniem” coraz gorzej im wychodzi. Wiele można na ten temat mówić, a myślę, że przede wszystkim problem jest taki, że co by nie było to wymagania są z roku na rok niższe i poziom naprawdę spada. Pomimo całej gadki o tym, że jest inaczej,,,Co nie oszukujmy się, ale od uczniów też zależy, bo po co robić więcej niż to konieczne? W większości ludzie są z natury leniwi i jakby mieli uczyć się sami, to niewielu byłoby zapaleńców, którym szłoby to dobrze.
    Podsumowując – systemowi przydałyby się porządne zmiany. Ale uważam, że chodzenie do szkoły samo w sobie złe nie jest;)

  26. Ehhh może i masz odrobinę racji… Ale ja jestem dowodem na to, że da się w szkole uczyć, jedyne co trzeba zrobić, to do niej przychodzić, pracować samodzielnie i mieć większość czasu gdzieś, co śmiesznego właśnie się stało… Nie lubię ludzi. Jestem arogancka w stosunku do rówieśników. Wobec nauczycieli nie mam stałego wzoru. Niektórych naprawdę uwielbiam, niektórym zwracam uszczypliwe uwagi, a mimo to nikt się jeszcze nie wkurzył, bo potrafię to robić z wielkim, rozbrajającym uśmiechem małej dziewczynki.
    Nigdy nie uczyłam się w domu. Najczęściej wystarczy pobieżne przejrzenie notatek, bo wszystko zapamiętuję z lekcji. Sama nie potrafiłabym się skupić nad czymś, tak już mam.
    Jak widać, różni ludzie mają różne potrzeby, a co do systemu edukacji… Może jestem okrutna, ale pozytywne skutki widziałabym tylko w większej i bardziej konsekwentnej segregacji uczniów ze względu na ich potencjał i chęć do nauki… Zbyt często się czeka na lekcji na tego jednego, co nie ogarnia. A przecież wcale nie każdemu dane ogarnąć…

  27. Vreles pisze:

    Wielkie nie dla obecnego systemu edukacji. Po tym w jaki sposób piszesz, to wydajesz się być inteligentny, więc stąd dobre wyniki matur. Osobiście nie spotkałam się z kałem na ścianach, mimo, że chodzę do praktycznie męskiej szkoły. Tylko ona jest specyficzna, mundurowa. Pozdrawiam.

  28. ina3b pisze:

    Zgadzam się. Publiczna edukacja jest w tym momencie bez sensu. Z matury (też mam 19 lat) z matmy dostałam 80%, ale tylko dlatego, że wyłożyłam kasę na prywatne zajęcia u kogoś innego, bo babka, która uczyła nas w szkole była du dupy. Nic dziwnego, że przestałam chodzić na matmę i byłam tylko wtedy, kiedy faktycznie potrzebowałam być.
    Dobrym przykładem na kiepski stan „pomocy uczniowi ze strony nauczyciela” jest sytuacja, kiedy na początku września poszłam do mojej ówczesnej wychowawczyni i jednocześnie anglistki i poprosiłam ją o pomoc przy przygotowaniu się do rozszerzonego angielskiego. usłyszałam, że ona nie ma czasu i tak w ogóle to ona nie przygotowuje do rozszerzenia. Skończyło się na tym, że uczyłam się sama i mam 70% z tego rozszerzenia.
    Jedno z czym zawsze miałam szczęście to polonistki, które pomimo wymogów szablonowego uczenia, zdołały mnie nauczyć kreatywności, dzięki której zaliczyłam rozszerzony polski na 100%.
    Ale taka prawda, że edukacja leży i kwiczy i nie zamierza się podnieść. Gadki o hartowaniu wzmacnianiu z jednej strony są prawdziwe, ale z drugiej strony to właśnie przez te 3 intensywne lata gimnazjalnego hartowania mam zaniżoną samoocenę i jestem niemożliwie zarozumiała i wszystko wyrywam pazurami nie dbając o innych.

    Widzę, że z ustnego mamy podobne wyniki – ja miałam tylko 10% więcej z angielskiego.:)
    Gratuluję.:)

  29. sapientia pisze:

    System edukacji jest niedopracowany to fakt. Szkoła prędzej nauczy agresywnych zachowań, pyskówek niż potrzebnych rzeczy. Ale jeśli mam być szczera – pomimo moich wiecznych narzekań na to, że muszę chodzić do szkoły, to jednak ceniłam sobie fakt uczęszczania do tej placówki. Owe docenienie dotarło do mnie, gdy zaczęłam szukać pracy – coś tu nie pasowało, wszak zawsze chciałam być dorosła! Nieprawda. Jak byłam młodsza, to chciałam uczyć się w domu, uważając, że domowe warunki są lepsze od szkolnych i ominęłoby mnie wreszcie chodzenie tej masy kilometrów, którą miałam. Ale szkoła też hartuje – spotkania z rówieśnikami, przyjaźnie i odrzucenia, niechęci, kłótnie – dzieci są złośliwe i nadszczere, ale dzięki temu w życiu – w pracy, gdzie atmosfera bywa różna, człowiek jest mocniejszy.

    Piękne wyniki matur – skoro tak rzadko uczęszczałeś do szkoły to faktycznie naprawdę super! W moim przypadku, im więcej siedziałam w szkole, na lekcjach, tym lepsze miałam oceny – bo nie musiałam się uczyć w domu, tylko zapamiętywałam z lekcji. Każdy ma swoją metodę :-).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s