O polskiej demokracji słów kilka

Posted: 05/07/2013 in POLSKA
Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Polska demokracja jest młoda i podatna na manipulację. Istnieje wiele zagrożeń, które mogą pozbawić nas szansy na budowę prawdziwego, wolnego państwa, gdzie obywatele mają wpływ na bieżącą politykę rządzących. Aktualnie mamy do czynienia z iluzją demokracji. Niektórzy uważają, że zakrawa ona o całkowite oszustwo. Jak jest naprawdę?

Zjawiskiem, któremu się dzisiaj przyjrzymy, jest fasadowość. Myślicie, że podczas wyborów parlamentarnych „wybieracie”? Oczywiście, że nie. Macie tylko udział w wymienianiu się władzą między partiami, które, niezależnie od tego, czy wygrają wybory, czy też nie, i tak będą zajmować ciepłe posadki w sejmie i zgarniać grube pieniądze za robienie niczego. Jesteśmy oszukiwani. Istnieje układ kilku ugrupowań (PIS, PO, SLD, Ruch Palikota), który utrwala „panowanie” i wpływy tych samych postaci polskiej sceny politycznej. W jaki sposób działa ten system? Wszystkiemu winna jest ordynacja wyborcza, a dokładniej funkcjonowanie okręgów wielomandatowych. Już spieszę z wyjaśnieniem, na czym to polega. Podczas wyborów do sejmu głosować można tylko na całe listy kandydatów. Żeby zwykły, szary człowiek mógł znaleźć miejsce w parlamencie, musi wystartować z listy wyborczej którejś z partii, a na każdej z nich figurują wkoło te same nazwiska.

Konsekwencje takiego stanu rzeczy są opłakane. Ludzie, widząc jak to wszystko wygląda, nie są skorzy do głosowania. Mamy wyjątkowo niską frekwencję wyborczą, która zdecydowanie nie będzie w najbliższym czasie rosnąć. Skutkuje to podziałami i rozpadem wspólnoty, jaką jest społeczeństwo obywatelskie. Największy cios wymierzono nam w PRL-u, wtedy zabito cały kapitał społeczny (wzajemne zaufanie). Wymagano od obywateli donoszenia i kłamania, a o wszystkim decydowała partia. Spuścizną tego jest przeświadczenie, że ludzie nie mają na nic wpływu. To negatywne nastawienie przekazywane jest młodemu pokoleniu, które i tak okazuje nikłe zainteresowanie swoim państwem. Mamy do czynienia z kryzysem społecznym w Polsce. Każdy dba wyłącznie o swój interes, a w razie czego ucieka za granicę. Coraz mniej osób interesuje się AKTYWNYM budowaniem naszego państwa od nowa. Zamiast tego powstaje mnóstwo różnic ideologicznych i wizji kraju. Jeden wielki śmietnik, który podoba się rządzącym, bo przecież rozbitym narodem rządzi się łatwiej.

Bywa czasami, że się jednoczymy. To fakt. Przykładem był problem ACTA, wtedy rzeczywiście wszyscy razem walczyli o swoje. Właśnie. Poszli się bić przeciwko czemuś, co bezpośrednio uderzało w ich prywatność. Jednak, kiedy trzeba było wyjść na ulicę i sprzeciwić się nieudolnej władzy, pojawiło się zaledwie dwieście z tysięcy osób, które deklarowały swoją obecność. Czemu? Bo przed biedą można uciec za granicę, a przed ACTA nie. W tym tkwi problem, w egoizmie i poglądzie, że w życiu człowieka liczy się tylko to, co jest blisko niego. Nikt nie chce walczyć z przyczynami, każdy stara się radzić sobie ze skutkami. W ten sposób sami się pogrążamy. W wyborach wybieramy mniejsze zło, nie potrafimy przeciwstawić się oszustom, nie chcemy skutecznie kontrolować władzy i naciskać na nią tak, aby wywiązywała się ze swoich zobowiązań. Jesteśmy coraz bardziej pasywni.

Do tego mamy inny problem. Zostaliśmy oszukani i odebrano nam demokrację bezpośrednią. Obywatelskie inicjatywy ustawodawcze lądują w koszu, nikt z posłów nie raczy się nimi zainteresować. Referenda są za trudne do zorganizowania, projekty uchwał są ignorowane – gdzie tu wpływ narodu na państwo? Zrobiono to celowo. Dano nam narzędzia, z których nie możemy skorzystać. Wmówiono nam, że skoro są instrumenty rządów demokratycznych, to mamy demokrację. Guzik prawda.

Wszyscy piszą o tym, co należy zmienić. Nikt nie raczy tego zrobić. W Polsce brakuje apolitycznej organizacji, która budowałaby społeczeństwo obywatelskie. Zajmowałaby się promocją aktywności politycznej i społecznej, kontrolowaniem władzy, zbiorowymi akcjami i demonstracjami, motywowaniem do brania udziału w wyborach (zarówno czynnego jak i biernego) i tego typu sprawami. To się da zrobić, wierzę, że w przyszłości każdy z nas to wreszcie zrozumie. Weźmiemy miecz i podbijemy własny kraj, bo póki co, został nam on odebrany przez świnie żyjące w przepychu. Dziękuję za uwagę.

DODAJ KOMENTARZ

Polub moją działalność: https://www.facebook.com/PatrykPisze

Advertisements
Komentarze
  1. Anonim pisze:

    Gdyby wybory coś zmieniały, byłyby zakazane.

  2. Amalia pisze:

    jak ja lubie jak ktoś narzeka na politykę w Polsce. To doprawdy urocze. Bo to co mamy w Polsce to parodia demokracji. I nie rozumiem, na co komu demokracja? Ta forma jest kulawa i kuleć będzie. Bo dlaczego mój głos, kobiety dojrzałej, myślącej (na wskroś oświeconej;)) jest wart tyle co głos obszczymurka sklepowego?! Toż to głupie, niesprawiedliwe i nieprzydatne do niczego. Demokracja? Jestem przeciw.

  3. Nie ma co, Patryk, musimy się wziąć i zorganizować nowy rząd 😉

  4. Olexa pisze:

    Mądrze piszesz i cieszę się, że zajrzałam na Twojego bloga. Polacy są narodem lubiącym bardzo narzekać, więc może dlatego nie doceniają demokracji. Zamiast wziąć się w garść i zdecydować o czymkolwiek w naszym państwie, olewają sprawę, a potem narzekają, że jest źle. To nie rząd nas oszukuje, tylko my siebie sami. Bo jeśli nie potrafimy sami o czymś zadecydować, to nie dziwmy się, że ktoś zrobił to za nas i nie narzekajmy. Owszem potrafimy się zjednoczyć w pewnych kwestiach, ale szkoda,że nie robimy tego na co dzień.

  5. Ludzi zajmują własne problemy, przywykli do tego jak jest i nie chce im się niczego zmieniać, buntować się. Zresztą jednostka nie jest w stanie nic zrobić, a ciężko zebrać parę tysięcy osób. Trudno uwierzyć w obietnice, bo tylu polityków obiecywało i nie spełniło obietnic. Brak wiary, perspektyw. Potrafimy się jednoczyć, ale na krótką chwilę, po czym wracamy do szarej rzeczywistości.

  6. Sandra pisze:

    Nie znam się na tematach politycznych i im podobnych i mnie właściwie nie interesują. A o historii też niewiele wiem, Wiem jedynie, że Polska jest państwem unitarnym i że ma rząd złożony z debili, którzy zgarniają kupę forsy za siedzenie i pierdzenie w krzesła. Potrzebny jest ktoś mądry i ambitny, komu ludzie zaufają i kto będzie chciał i umiał coś zmienić. I można by właściwie spróbować być państwem federacyjnym. Niemcy sobie jakoś dobrze radzą ze wszystkim, a i ludziom się tam dobrze żyje. Dostają pieniądze na wychowanie dzieci, o ile się nie mylę ponad 100euro za dziecko miesięcznie i dostaje to każdy, a w Polsce można dostać 60zł, jeżeli jest się w trudnej sytuacji finansowej. No jak ludzie mają stąd nie uciekać? No, w każdym razie uważam, że trzeba coś zmienić, ale ja jestem na to za głupia, bo się nie znam na takich sprawach.

  7. Paulen pisze:

    Może i narzekamy na naszą „demokrację”, ale i tak jesteśmy w lepszej sytuacji niż państwa autorytarne czy totalitarne, więc tak źle nie mamy patrząc m.in. na Rosję czy Koreę Północną. Z resztą chyba nie ma państwa, w którym panowałaby czysta demokracja. Nie ma państwa idealnego. Utopia nie istnieje.

    W dodatku tak jak wspomniałeś – frekwencja na wyborach jest niska, za niska. Ale po pierwsze – ludzi powinni zachęcać i w sumie takie spoty reklamowe jak ten np. http://www.youtube.com/watch?v=IurtF2aRedI powinny być puszczane jak najczęściej, może wtedy ludzie by zmądrzeli i zamiast narzekania zaczęli by zmieniać swój kraj. W szkołach na lekcjach WOSu też powinni nauczyciele zachęcać uczniów, aby jako pełnoletni obywatele chodzili na wybory. Przecież to my decydujemy kto rządzi, kto nas reprezentuje, to są efekty naszych wyborów. Złych wyborów. Ale tak to jest jak się właśnie olewa wybory, albo się głosuje na byle kogo, nie znając oferty kandydata. Tak to jest jak się patrzy na sąsiada albo sądzi się, że „mój głos się nie liczy, co tam jeden głos więcej da, nic nie wart”.

    A co do jednoczenia się – Polacy jednoczą się wtedy tylko jak mają jakiś zysk. Patrzą tylko swojego tyłka. Jesteśmy narodem kłótliwym, egoistycznym. A temat Smoleńska wałkują do dziś.

  8. Anonim pisze:

    Polska to chory kraj. I coraz bardziej wydaje mi się, że to choroba nieuleczalna…
    Przykro na to patrzeć…

  9. Panna Karina pisze:

    Mi się zdecydowanie lepiej pisze na klawiszowych, przynajmniej nie zawieszają się co trochę jak mój okropny LG KP501. 🙂

  10. RademenesII pisze:

    Przede wszystkim w obecnym systemie jesteśmy pozbawieni biernego prawa wyborczego. Rządzący nie są w ogóle świadomi, że są wybierani po to żeby służyć społeczeństwu, które ich wybiera, więc wiadomo komu służą wybory z partyjnego klucza. Nie zgadzam się, że akurat PRL podziałał tak degradująco na ludzi. Zresztą czy można mówić o końcu PRL, skoro władzę w Polsce przejęła opozycja wyhodowana właśnie przez służby PRLu? Ludzie, których należało rozliczyć i wykluczyć z życia publicznego zajęli się prywatyzacją majątku narodowego, nabijając sobie kabzy, natomiast rządy „pokomunistyczne” zwielokrotniły nowo zaciągnięte długi, bo mało kto wie, że gierkowskie zostały spłacone i częściowo umorzone w roku 92.
    Poza tym: Czy demokracja jest taka dobra? Załóżmy, że na jednej ulicy panują demokratyczne rządy, a mieszka tam 5 alfonsów i 3 profesorów, co zawsze będzie oznaczać, że władzę sprawują alfonsi. Biorąc pod uwagę niski poziom intelektualny mas, co się oczywiście wiąże z wcześniejszym wpisem dotyczącym edukacji, mamy odpowiedź skąd pojawia się w tv świński ryj przyczepiony do niejakiego Palikota.
    Układ kilku ugrupowań, o którym wspomniałeś wiąże się rządami lokajskimi, wobec państw które mają swoje żywotne interesy w Polsce. Mamy niestety wielkiego pecha, dzieląc Niemcy i Rosję. Niestety tym państwom nie zależy na dobrych jakościowo rządach w Polsce.
    ACTA… dziwne jest to, że ludzie zwrócili uwagę na to, że zagrożona będzie ich prywatność, a nie na zagrożenie płynące z zawalenia się niektórych rynków, związane z monopolizacją rynków na niektóre produkty od zamienników leków, na opensource’owym oprogramowaniu skończywszy. Nastrojami mas można kierować, internet odbiera możliwość manipulacji jedynie publicznym mediom, ale stwarza inne zagrożenia.

  11. tulipAnna pisze:

    A no tak. Demokracja w Polsce. Każdy o tym mówi, każdy o tym pisze. Chcemy wolności, a tak naprawdę to nie kiwniemy w tym kierunku nawet palcem. Dobrze by było gdybyśmy wyszli na ulicę, a nie siedzieli cały czas na tyłkach. Dobrze by było gdybyśmy zamiast szeptać, zaczęli krzyczeć.
    A tymczasem żyjemy w Polsce, gdzie obrazy na murach są wandalizmem, a naga kobieta na okładce CKMu jest sztuką.

    ” Mówię Ci, że jedyne wyjście to obudzić się…”

  12. sapientia pisze:

    Ostatnio moja siostra uczyła się filozofii starożytnej na studia, gdzie właśnie były opisywane sprawowane ustroje. Demokracja wcale nie jest uważana (przez któregoś z filozofów) jako dobry ustrój, wystarczy spojrzeć na etymologię „demos logos” – głos ludu, lud ma prawo do głosu, ale każdy dąży do tego, aby jemu żyło się jak najlepiej. Zanika chęć dobra dla ogółu, dla państwa – za to rozszerza się egocentryczna chęć, by to jednostce było lepiej. Niemniej jednak, to demokracja jest jednym z lepszych ustrojów, jakie mogłyby się nam trafić. A poza tym, chodzi za nami przeświadczenie, że i tak nie mamy wpływu na to, co dzieje się w naszym państwie. Plus możemy dodać fakt, że w PRLu ludzie byli zmuszani do chodzenia na wybory – wtedy niewielu odważnych się buntowało, dlatego teraz to robią. Szczerze mówiąc, sama mam mieszane myśli pod względem wyborów, jak tak analizuję, to nie widzę partii, na którą mogłabym głosować. Jedynie wybierać „mniejsze zło”, ale chyba nie tędy droga.

  13. Bina! pisze:

    poza tym ACTA celowało w coś, na co polskiemu społeczeństwu rzekomo bardzo zależało, a inne czynniki zawsze się ‚rozkładają’ – i wydaje nam się, że nas bezpośrednio nie dotyczą, dlatego tak ciężko nam się zjednoczyć….
    Nie lubimy głosować, bo nie czujemy, że to mogłoby coś zmienić… ludzie zawsze mówią ‚a co da mój jeden głos?’ a za nim kilka milionów obywateli…

  14. Masked pisze:

    Rzeczywiście demokracja w naszym kraju nie jest zbyt dobrze rozwinięta,l ale z drugiej strony sam ustrój ma wiele luk, co niestety utrudnia wybranie odpowiednich kandydatów, żeby nas reprezentowali.
    Ja osobiście może i mam do całej sprawy złe podejście, ale wcale nie uśmiecha mi się zostać w Polsce. I to nie jest nawet kwestia naszej polityki.

  15. Lucidusmatrix pisze:

    Wydaje mi się że nie jest możliwe działanie takiej apolitycznej organizacji promującej działania polityczne i kontrolującej władzę – prędzej czy później ta organizacja sama się ubrudzi i będzie wymagać kontroli, ta kontrola następnej i tak dalej. Każdemu kto majstruje przy prawie wydaje się że jest ponad nim – porządek państwowy zawsze lawiruje między pretensją mas które chcą żeby wszystko było dla wszystkich a ciągotami do tworzenia elit skupiających wszystko w swoich rękach poza jakąkolwiek kontrolą, znalezienie się w złotym środku nie jest kwestią jednego rozwiązania ale niekończącej się serii rozwiązań wdrażanych w zależności od rozwoju sytuacji – reszta to propaganda
    Po wojnie wprowadzono taką władzę jaką można było wprowadzić bo nie było innej możliwości. Społeczeństwo produkuje dzieci zgodnie z aktualnym czyli krótkowzrocznie postrzeganym stanem środowiska do którego te dzieci mają się przystosować. Jeśli przez dziesięć lat będzie brakowac kierowców PKS, to system zacznie produkować ich nadwyżkę, ale zanim ona dojrzeje PKSy mogą zniknąć ze środowiska i pojawi się nowa grupa bezrobotnych,bardzo trudnych do przekwalifikowania. I to jest mechanizm z którym borykają się wszystkie społeczeństwa. Dopiero niedawno system zacząć myśleć szerzej tj. kształcić ludzi do zawodów których jeszcze nie ma – słyszałam, że 25 najbardziej popularnych na świecie w 2010 zawodów nie istniało w roku 2000, wcześniej opierano się wyłącznie na przeszłości. Wojna generuje dziedziczny stres pourazowy przekazywany w genach przez kilka pokoleń – pokolenie 1943-47 było (jest) pokoleniem żołnierzy, gotowych do działań w warunkach wojny, a co za tym idzie zarządzanym propagandą o zimnej wojnie. System wygenerował też przywódców dla takich uśpionych żołnierzy,przywódców którzy byli skoncentrowani na przetrwaniu a nie na demokratycznym rozwoju i musieli wiedzieć bardzo dużo, być w jakimś sensie wszechstronni. Mogli więc zarządzać wszechstronnie wykształconym obywatelem, stąd program nauczania cięższy i bogatszy od dzisiejszego. Dzisiejsi przywódcy nie są wszechstronnie wykształceni a zgodnie z powiedzeniem Napoleona głupota nie jest przeszkodą w uprawianiu polityki. Program nauczania jest więc uboższy, aby obywatel który dorośnie był na tyle głupi, by wygenerowany dla niego przywódca nie miał zbyt częstej migreny. Ale głupi obywatel chce żeby wszystko było dla wszystkich, bo uważa że wszystko mu się należy a to jest główne zagrożenie dla demokracji bo będzie dawać posłuch każdemu politykierowi, który mu owo „wszystko” obieca, najczęściej prokomunistycznemu. Akcja wywoła reakcję i demokracja zamieni się cichą wojnę domową. Organizacja kontrolno-propagandowa nie jest tu żadnym rozwiązaniem. Każde dziecko rodzi się z doświadczeniami nagromadzonymi w społeczności i będzie wiedzieć jak sobie z czymś takim poradzić – ostatnio widziałam czterolatka, który od posługiwał się biegle tabletem od pierwszego z nim kontaktu. Jeśli karmisz kota – przestaje łapać myszy. Życie w Polsce nie ubogaca na tyle, by rozwinąć typ obywatela inny niż wiecznie narzekający mistrz matactwa i przetrwania

  16. Mili pisze:

    To wina szkoły i rodziny… W szkole jest mały nacisk, by zrozumiano istotę sprawy (wprawdzie ja osobiście nie mogę narzekać, bo moja nauczycielka była i jest zaangażowana w to – by mówić ludziom, by to oni decydowali i głosowali! ). Niemniej jednak większość ludzi nie jest zainteresowana polityką (wszak i w mojej rodzinie nie wiedzą kto to jest Tusk). Ja osobiście nie głosuje i nie będę głosować. Zgłosiłam się do Zmienleni.pl i sama zapewne ucieknę stąd jak będę miała okazje.

  17. Mona pisze:

    Nie będę oszukiwać. Zbytnio znam się na takich tematach i też średnio mnie to interesuje, choć są to na pewno ważne tematy. Nie będę się, więc rozpisywać.
    Demokracja w Polsce po wojnie i okupacji była na prawdę w opłakanym stanie. Oczywiście nasz kochany PRL wszystko zdołał dobić. Ludzie w rządzie natomiast nie dopuszczają do siebie nikogo nowego, boją się. Stare osoby są im dobrze znane i na pewno są dla nich mniejszym zagrożeniem. Szkoda jedynie, że nam to działa na minus. W rządzie przydała by się świeża krew i ktoś kto dba bardziej o „lud” niż o reputację. Ale czy tacy ludzie są?
    Inna sytuacja, to to, że aby dostać się już do wyborów trzeba mieć za sobą mocne plecy i kika latek na karku. I jak z tą demokracją? Podobno ludzie mają wybierać, a kilka dobrze znanych nam kandydatów chyba nie jest wielką opcją. Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s