O myśleniu, polskiej edukacji i karierze słów parę…

Posted: 14/07/2013 in POLSKA
Tagi: , , , , , , , , , , ,

Dlaczego znam nazwiska morderców i wielkich zbrodniarzy, a nie umiem wymienić pięciu polskich bohaterów? Potrafię wskazać państwa europejskie, a dopiero niedawno dowiedziałem się, po której stronie Polski leży Olsztyn. Po co mi znajomość lektur, które niczego nie wnoszą do mojego życia, mało tego, są napisane w języku staropolskim?

Dobra, prawda jest taka, że nie jestem najlepszym przykładem ucznia, na którym można zbadać polski system oświaty. Jak już dawniej wspominałem, na lekcjach w liceum nie gościłem zbyt często. Pewne jest jednak to, że do gimnazjum chodziłem wzorowo, a maturę napisałem całkiem nieźle. A żeby zdać ją z dobrym wynikiem, musiałem uczyć się ze szkolnych książek. I tą oto drogą dochodzimy do sedna problemu, że nawet podręczniki nie są zbudowane tak, jak należy. O co mi chodzi? Oto, że z historii i WOS-u wiem więcej o świecie niż o własnym kraju. Na polskim lektury były po prostu tragiczne, wkoło przekazujące patriotyczne wartości, których i tak nikt nie próbował zrozumieć. Powielano te same schematy, nie robiono żadnej burzy mózgów, wszystko było oparte na gotowcach. Podobnie zresztą jak i cały egzamin dojrzałości. Matematyka polegała na wkuwaniu określonych wzorów rozwiązywania zadań, żadnego myślenia: „ty nie masz tego rozumieć, masz to pamiętać!”.

Wiem kim był Stalin. Znam jego życiorys, historię, pobudki. Posiadam o nim bardzo dużą wiedzę, podobnie zresztą jak i o Hitlerze. A co mogę powiedzieć o Sobieskim? W sumie to nic. Piłsudski i Dmowski? Musiałem uzupełnić wiedzę na własną rękę. Kim był Lenin? Rewolucjonistą! Jakie zasługi dla Polski ma Leopold Okulicki? No właśnie. Nie zdziwię się, jeśli większość z was słyszy o tych nazwiskach pierwszy raz. To oznacza, że zostaliście wychowani na współczesnym systemie edukacji. Ciągle uczymy się zbrodniarzach, a o bohaterach wspominamy przy okazji. Coś tu chyba nie gra. Mówi się o nich tak mało, że ciężko ich zapamiętać. A skoro już jesteśmy przy tym przedmiocie, to mam takie pytanie: gdzie na lekcjach historii logiczne myślenie? Przecież zadaniem tego przedmiotu jest uczyć wyciągania wniosków z przeszłości. Ja tam pamiętam tylko zakuwanie i nic więcej.

Albo spójrzmy na taki WOS. Czym w ogóle jest ten twór? Powiem wam coś o proporcjach mojego vademecum z wiedzy o społeczeństwie (poziom rozszerzony). Sześć stron dotyczy Polski, pozostałe dwieście pięćdziesiąt świata. Widzicie ten absurd? Ale dobra, przyjmijmy, że to jest w porządku. Czego więc uczę się przez te setki stron? Nazw organizacji, bezsensownych dat, sztucznych regułek. O bieżących problemach jest zaledwie dziesięć stron i to jeszcze po łebkach. Podobnie jest na geografii – wkuwamy jakieś dziwne tematy i zasady, a większość nie wie, jaka jest największa rzeka w Polsce.

Matury? Egzaminy gimnazjalne? Klucz! Znam mnóstwo przypadków, w których uczniowie ze świadectwem z paskiem egzaminy napisali bardzo kiepsko. Cóż, zakuć może każdy, trafić w schemat i myśl autora – niekoniecznie. Oto największa paranoja współczesnej edukacji – uczenie schematyczne. Od pierwszej klasy liceum z ust nauczycieli nie schodzi magiczne słowo „matura”. Dla pierwszoroczniaków brzmi to jak wyrok śmierci, z czasem jednak zamienia się w rutynę. Zdolny uczeń umie czytać w myślach twórcy polecenia do wypracowania z języka polskiego. Posiada zdolności nadprzyrodzone, bo tylko tak można uzyskać sto procent.

W moim ogromnym bólu, który sprawia mi współczesna edukacja, postanowiłem wypisać dziesięć rzeczy, które z mojego punktu widzenia trzeba zmienić. Jest to lista zrobiona na szybko, pisana nieco pod wpływem emocji, ale jak najbardziej ma sens.

  1. Zlikwidować zbyt ścisły klucz do wypracowań z języka polskiego.
  2. Usunąć część lektur i zamienić je na bardziej współczesne.
  3. Przy omawianiu lektur, zamiast zapisywać w zeszycie gotowiec, wymusić myślenie wśród uczniów
  4. Nie ograniczać matematyki tylko do liczb. Rozwijać prawdziwe logiczne myślenie.
  5. Więcej Polski na historii i WOS-ie.
  6. Wprowadzić zajęcia, które faktycznie uczyłby radzenia sobie ze współczesnym rynkiem pracy, systemem urzędniczym, bankami, finansami. To mogłyby być zmodyfikowane podstawy przedsiębiorczości.
  7. Religię zastąpić obowiązkowym przedmiotem, który traktowałby o filozofii i religioznawstwie. Dzięki temu można uniknąć indoktrynacji i pobudzić do myślenia.
  8. Prowadzić dyskusje na lekcjach WOS-u o bieżących problemach politycznych i gospodarczych.
  9. Więcej udziału uczniów w lekcjach.
  10. Pobudzać do działalności i aktywności społecznej, utworzyć bardziej atrakcyjne koła zainteresowań.

Jak zapewne zauważyliście, wszystkie te punkty w jakiś sposób prowadzą do rozwijania myślenia i rozszerzania samodzielności. Dlaczego? Bo w dzisiejszym świecie, aby przetrwać, właśnie te dwie umiejętności są kluczowe. Na rynku pracy nie brakuje osób wykształconych, ale przedsiębiorczych i umiejących „sprzedać” siebie. Żurnalistów po studiach dziennikarskich jest masa, niewielu z nich umie i stara się zdobyć zawód. Nie nauczono ich myśleć, sądzą, że po takim kierunku dostaną pracę. Na co komu dziennikarz, który w zasadzie nie ma żadnej wiedzy? Żeby się dzisiaj wybić w mediach, trzeba skończyć sensowne kierunki, kursy, praktyki i promować swoją osobę w sieci, umieć wzbudzić zainteresowanie (ew. mieć plecy).

Podobnie należy postępować ze wszystkimi kierunkami i zawodami, bo niestety umiejętności zainteresowania własną osobą nie uczą, a szkoda. Każdy z nas musi samemu znaleźć drogę. Ktoś może mi teraz powiedzieć, że guzik wiem o życiu. Owszem, ale ja i tak będę ślepo realizował swój cel, bo kto nie ryzykuje, ten w życiu się nudzi. Słyszałem już dziesiątki razy, że prawdopodobieństwo, że zostanę dziennikarzem jest wyjątkowo nikłe. Być może, ale ja wiem swoje. Istnieje takie stare chińskie przysłowie, które mówi: „Jeśli coś dla ciebie jest niemożliwe, nie przeszkadzaj osobie, która właśnie tego dokonuje”. I tą mądrością kończę swoje wywody, dobrego dnia!

DODAJ KOMENTARZ

Polub moją działalność: https://www.facebook.com/PatrykPisze

Advertisements
Komentarze
  1. Patrycja pisze:

    Moje zdanie jest bardzo podobne do Twojego. Tylko szkoda, że nikt nie bierze takich rzeczy pod uwagę. Może wtedy ludzie byliby mądrzejsi … Może..

  2. Ania pisze:

    Masz absolutną rację. U mnie lekcje historii to była jakaś porażka. Wg mnie najmniej czasu na tych lekcjach poświęca się II wojnie światowe, czasom powojennym i współczesnym. Zamiast tego w nieskończoność wałkuje się starożytność. Na polskim kobieta kazała nam się uczyć notatek (które sama podyktowała) na pamięć i z tego była ocena. Jak ktoś mówił własnymi słowami, dostawał najwyżej 2. A gdzie nauka myślenia, wysławiania się, budowania poprawnych zdań po polsku? W liceum byłam na humanie, bo lubiłam przedmioty humanistyczne i właśnie tam do tych przedmiotów skutecznie mnie zniechęcili. Z kolei na maturze z matmy nawet wzorów nie trzeba znać, bo wszystko jest podane w tablicach. Gdyby nie te tablice, to w życiu bym tego nie zdała. Nasz system edukacji niestety bardzo kuleje. Kazali nam się uczyć pod klucz, czyli myśleć tak, jak powinna myśleć większość ludzi. Jak stado owiec, bez wyciągania własnych indywidualnych wniosków…
    Pozdrawiam 🙂

  3. Blue Believer pisze:

    Zgadzam się z punktami, lecz co do religii – to każdy ma prawo wierzyć bądź uczyć się tego przedmiotu 😉

    PILNIE POSZUKUJĘ DOMU DLA CZTERECH CZWORONOGÓW! Wejdź na: http://ratowanieswiata.blogspot.com/2013/07/o637-4dogs-podaruj-psu-usmiech-pilnie.html i sprawdź! Jeżeli możesz zaadoptować – wejdź. Jeżeli możesz dać psu tylko dom tymczasowy – wejdź. Jeżeli nie możesz zaadoptować – też wejdź! Ponieważ i tak musisz pomóc! BARDZO PILNA SPRAWA, POMOCY!

  4. K. pisze:

    Patryk!:) Jesteś mistrzem. Masz całkowitą rację, nie zmodyfikowałabym ani jednego punktu, który stworzyłeś. Nasz system edukacji jest tragiczny, schematyczny i prosty. A powinien się zmieniać i dopasować się do wymagań współczesnego życia. Uczymy się praktycznie tego samego, co nasi rodzice, może z niewielkimi modyfikacjami. W szkole uczymy się dla ocen, przepraszam- raczej zakuwamy, natomiast studia opierają się na zasadzie „aby zaliczyć”. Zarówno w szkole, jak i na studiach pełno jest przedmiotów kompletnie bezużytecznych, niepraktycznych i nierozwijających. Kształcimy mgr-ów, bez żadnej praktycznej wiedzy, umiejętności, z wyłączonym myśleniem. A później płaczemy, że nie możemy znaleźć pracy. Rzeczywiście, jeśli ktoś przez całe swoje życie, samokształcenie ograniczał do minimum, zawsze wyprzedzi go ten, kto jednak okazał się mądrzejszy i robił coś ‚ponad’. Co możemy zrobić? Wydaje mi się, że tak jak napisałam, olać cały system edukacji i robić swoje. Skupić się na tym, co rzeczywiście będzie nam w życiu potrzebne. Selekcjonować wiedzę, którą nam serwują szkoły i uczelnie. Lepsze to, niż narzekanie na system edukacji i czekanie na reformę, która raczej prędko nie nastąpi. Bo komu chce się postarać?:) Nasza władza chce zarobić i się nie narobić. Więc lepiej skupmy się na sobie 🙂

  5. Booklover pisze:

    Zgadzam się z Tobą choć nie we wszystkich punktach. Zgadzam się na pewno jeśli chodzi o kwestię polskiego. Matura to nic innego jak wstrzelenie się w klucz. I to właśnie wyniki z próbnych i zwykłych matur w przypadku polskiego były dla mnie największym zaskoczeniem, bo np. na matmie sprawdzi się wyniki i wiadomo, a tu nie wiadomo jak co ocenią i czy akurat będzie to tak jak chcą osoby układające klucz. Nie zgadzam się co do punktu żeby bylo więcej Polski w historii. Nie jestem jakąś zagorzałą patriotką i szczerze powiedziawszy bardziej interesuje mnie historia powszechna niż Polski. Nie wiem jak to wygląda w klasach z historią podstawową, gdyż miałam rozszerzoną, ale ja uważam, że dostałam wystarczająco wiedzy o Polsce, którą niestety i tak zapomniałam. Bo taka jest prawda pamięta się najważniejsze daty, które powinien znać każdy a bohaterów można zapamiętać bo akurat się trafi, że taki ma ulice swojego imienia w danym mieście. Nie wiem też jak to wygląda wg nowej podstawy programowej w klasach, które dawniej miałyby historię podstawową, ale słyszałam, że tam materiał jest naprawdę mocno okrojony. I zdecydowanie zgadzam się z punktem 6! Skończyłam liceum, idę na studia i tak naprawdę wiem o tym wszystkim bardzo niewiele. Niby są te podstawy przedsiębiorczości, ale to i tak zbyt mało.

  6. koka. pisze:

    Mam nadzieję, że zostaniesz dziennikarzem ,a Twoje słowa rozgromią wszystkich i zacznie coś się dziać. Szczerze. Gdyby nie moje zainteresowanie wojnami światowymi, nie wiedziałabym o nich nic, bo w szkole, to mało raczej o nich mówią albo mówią ogólnie, co by po prostu się orientować. O Polsce wiem niewiele, tyle, co sama przeczytam w Internecie albo w jakieś gazecie po drodze. Szkoła nigdy nie była dobrym miejscem rozwijania siebie samego, swoich zainteresowaniach czy szczególnych zdolności. Czasem mam wrażenie, że wręcz przeciwnie – niszczy to, co człowiek lubi robić najbardziej.

  7. Masz całkowitą rację. Też miałam taki problem z historią, tyle się wkuwa o świecie, a o Polsce to ledwo co i najwięcej chyba o II wojnie światowej. A dlaczego inne kraje tak niewiele wiedzą o Polsce i o jej historii? Bo się o tym nie uczą! A nas do tego zmuszają. To jest totalnie nieprzemyślane. Uczenie się pod klucz też nic nie daje, bo zabija tylko myślenie. A młodych trzeba uczyć myślenia, wyciągania wniosków, zadawać im pytania, pobudzać do tego by sami do czegoś doszli, bo o ile wtedy nauka jest przyjemniejsza, gdy sam do czegoś dojdziesz po wskazówkach nauczyciela – ta satysfakcja!
    Życzę Ci żebyś został dziennikarzem, bo piszesz rzeczowo, na temat i potrafisz przestawić swój punkt widzenia w przystępny sposób 🙂

  8. Sandra pisze:

    Mówiliśmy o Okulickim na historii 😀 Miał pseudonim Niedźwiadek, ale nie pamiętam już, co robił. Może był w jakieś tajnej partii podczas wojny czy coś. Nie pamiętam… Pamiętam go dzięki pseudonimowi. Co do lektur to w pełni się zgadzam. Po co czytać coś starego i niezrozumiałego, gdzie większość osób przeczyta streszczenie, kiedy można przeczytać jakąś ciekawą współczesną polską książkę? Przecież to też nam sie przyda! No i te cholerne klucze do wypracowań maturalnych… Ciekawa jestem, jaka będzie moja matura z tą nową, cudowną podstawą programową!

  9. Wszystko niby tak, ale…przede wszystkim jakie konkretnie książki Ty byś wprowadził jako lektury? Bo jeśli chodzi o resztę to generalnie się można zgodzić, choć są rzeczy, które zależą nie tylko od systemu, ale też od konkretnej szkoły czy nauczycieli.;)

  10. Szajse pisze:

    W sumie ze wszystkim można się z Tobą zgodzić, z wyjątkiem jednego – „zmiana lektur na bardziej współczesne” , czyli co, masz na myśli wyjebanie z systemu „Pana Tadeusza” , albo „Dziadów” , bo są napisane staropolskim językiem ? Jebać „Lalkę” Prusa, albo jego „Kamizelkę” . W ogóle po chuj nam „Potop” ??? Konrad Wallenrod – pierdolić gościa , gówno mnie on obchodzi ? Sorry stary, są lektury , które znać trzeba . „Przy omawianiu lektur, zamiast zapisywać w zeszycie gotowiec, wymusić myślenie wśród uczniów”- Nie rozważyłeś tutaj jednej rzeczy, a mianowicie tego ,że nie wszystkie szkoły funkcjonują jak twoja . 🙂 Czasem zamiast zwalać na system edukacji, trzeba szukać sedna sprawy w pracy nauczycieli. To się tyczy również podpunktu „Więcej udziału uczniów w lekcjach.”

    • patrykpisze pisze:

      Jeśli u Ciebie nie ma schematycznego myślenia na polskim, to gratuluję, bo wśród moich znajomych sytuacja wygląda tak, jak ja to opisałem. Twój przypadek jest wyjątkiem potwierdzającym regułę.

      Lektury trzeba znać? Jak zapewne sama zauważyłaś, to co „trzeba” nie zawsze idzie w parze z tym, co „jest”. Prawie nikt nie czyta wymienionych przez ciebie lektur, istnieją nieliczne wyjątki, które podejmują się tego wyzwania. A skoro nikt nie rusza takich pozycji, lepiej zastąpić je czymś, co zainteresuje uczniów i skłoni do poświęcenia czasu. Na pewno będzie to z większym pożytkiem.

  11. RademenesII pisze:

    „- Dlaczego jesteś biedny? – Bom głupi. – A dlaczego jesteś głupi? – Bom biedny.” Czyli edukacja dla elit. A biedacy i głupcy niech wegetują w tym nieszczęśliwym kraju…

    Ciekaw jestem co byś współcześniejszego wybrał na lektury. Nie w przebrzmiałości treści tu problem, tylko w braku odniesienia do pewnych wydarzeń z naszej historii właśnie. Braku emocjonalnego podejścia do patriotyzmu i naszej kultury. Tego Was od dawna nie uczą. Ten kto nie zna swojej historii i tradycji skazany jest na popełnianie ciągle tych samych błędów. Dlatego głupcami i biedakami rządzą kramarze.

    Wyciepać religię? Znam Twoje poglądy, nie zamierzam ich negować, nie mniej jednak religia katolicka, jest także częścią naszej spuścizny. Uczy podstawowych wartości, pomimo wszystko chrześcijańskie zasady na których się opiera są dobre. Fakt, że następuje teraz degrengolada kościoła, lewactwo wytacza różnych autorytetów do krytyki, pieszcząc jednocześnie islam i judaizm.

    Co do udziału uczniów w lekcjach… żadnego programu nie zastąpi ambitny wykładowca. Mnie uczyła polskiego w ogólniaku profesorka, która podczas okupacji prowadziła tajne komplety. Nie było wykładania na tacę, nie było nudnego wykładu. Była pasja i chęć nauczenia, zainteresowania przedmiotem. Dyskusje, ciekawe opowiadania wykraczające poza program. Ale Pani G. to dziś sędziwa staruszką, którą mijam na ulicy. Nie ma następców, dla których nauczanie nie jest tylko przykrym obowiązkiem, ale przyjemnością.

    O okrawaniu programów, ogłupianiu testami już była tu mowa…

    • patrykpisze pisze:

      Tak, ja rozumiem. Na własną rękę zagłębiam się w patriotyczne wartości i uwierz mi, że przeczytanie paru lektur i nadanie im znaczenia emocjonalnego nie zadziała. Patriotyzm pojmowany przez Ciebie (i przeze mnie zresztą też) to gotowość do walki o swoje, piękne symbole, które przypominają o historii. Współczesna młodzież to kosmopolici, a jeśli nie, to patriotyzm na ogół rozumieją zupełnie inaczej. Dla nich czasy wojen i poświęceń „minęły” i nie chcą się z nimi utożsamiać.

      Problem, przynajmniej według mnie, leży w błędach wczesnoszkolnej edukacji. Brakuje odpowiednio przekazywanej historii Polski i zasad jej (rzekomo demokratycznego) ustroju. Ja zaczynałem w podstawówce od starożytności. Chyba nie muszę mówić, że coś tu nie gra.

      Religia? W nielicznych szkołach ma sens. Na ogół w klasach 1-6 jest to zakuwanie regułek, rysowanie w zeszycie i kolorowanie obrazków. W gimnazjum to plac zabaw, a w liceum „wolna lekcja”. Nie ma tutaj krzty przekazywania wartości, dlatego miejsce katechezy powinno być w kościele. Miałoby to o wiele większa skuteczność, bo już sam kościół ma taką aurę, gdzie ludzie uspokajają się i słuchają. Są to idealne warunki do nauk katolickich.

      W szkole przekazywaniem wartości powinna zajmować się historia, a także język polski, godzina do dyspozycji wychowawcy, etyka i WDŻ.

      • RademenesII pisze:

        Młodych ludzi, którzy zagłębiają się na własną rękę w patriotyczne wartości i interesują się historią naszego kraju, nie znam zbyt wielu. Widzisz, poświęcenie i przelana krew np. w Powstaniu Warszawskim, była możliwa dzięki temu, że to pokolenie było wychowane przez ludzi, którzy odzyskali po 200 letniej niewoli wolność i umieli te wartości wpoić. Polecam przeczytać jedna pod drugiej dwie powieści:
        Waldemar Łysiak „Kolebka”, Andrzej Twerdochlib „Najdłuższa Wojna”.

        Ja też zacząłem od starożytności. Wiedza o początkach ludzkości jest też ważna i z chronologicznego punktu widzenia od niej powinno się zacząć, ale wtedy było to praktycznie pobieżne dość spojrzenie na rodowody kilku największych cywilizacji. W średniowieczu i później historia państwa polskiego nie może być oderwana o podstawowej wiedzy o historii Europy, gdyż to co się w niej działo w sposób istotny wpływa na nasze dzieje, uzmysławia pewien ciąg przyczynowo skutkowy, który doprowadził nas do tego czym dziś jesteśmy. Nie mniej jednak, z tamtych 4 lat pamiętam głównie historię Polski.

        Ja się całkowicie zgadzam, że miejsce religii jest w kościele. Dla mnie, dziecka wychowanego w katolickiej rodzinie, chodzącego co tydzień do kościoła, było prawdziwą traumą przeniesienie katechez do szkoły. W miejsce przyjaznej i podniosłej atmosfery otrzymałem prawdziwy spektakl chamstwa, bluźnierstw i pogardy dla tego w co wtedy wierzyłem. Wcale mnie nie zdziwiło, że zdarzały się przypadki, gdy księża tracili cierpliwość i bili uczniów (znam taki jeden przypadek)

  12. noelle. pisze:

    Skończyłam technikum, maturę zdałam kolorowo, bez żadnych problemów, ale nadal czuję się głupia. Dlaczego? Ty odpowiedziałeś na to pytanie. Nie chodziłam do szkoły, jak się pojawiałam to bili mi brawo, bo cud, objawiłam się. Nie uczyłam się, bo po co? Jak coś potrzebowałam, to wbijałam w internecie i czytałam, żeby wiedzieć o czym mówić, albo żeby mieć jakiekolwiek pojęcie o świecie lub sprawie, która akurat mnie zainteresowała. Więcej o kraju i świecie dowiaduję się z Newsweeka niż ze szkoły. Gdyby nie ta gazeta i wiadomości, moja matura z wosu mogłaby pogalopowac w siną dal. Ze szkoły nie wyniosłam kompletnie nic. Historii Polski nie znam, przyznam się bez bicia. Nie znam nazwisk, dat, nic. Moja wiedza zaczyna się od roku 1939, a kończy na 1945. Bo o niczym innym nam nie mowili. Hitler, Hitler, Hitler. Jakby nic więcej na świecie nie było, tylko cholerny, psychopatyczny malarz od siedmiu boleści. A co do języka polskiego, najbardziej drażni mnie hasło „co autor miał na myśli?”. A skąd ja to mam wiedzieć? Mogę odpowiedzieć na pytanie „co autor MÓGŁ mieć na myśli”. Większość tych niezrozumiałych dla mnie wierszyków czy innych szajsów była napisana po ostrym melanżu, gdzie nawet popity nie mieli chyba. Co do punktow odnośnie zmiany systemu edukacji – zgadzam się w pełni!

  13. Bina! pisze:

    zdecydowanie się zgadzam z likwidacją klucza! ciężko się ‚wstrzelić’ pisząc nawet bardzo dobre wypracowanie… cóż, stworzyli klucz, żeby im się szybciej sprawdzało. standardowa polska hostoria.
    obowiązkowa religia to mój ‚ulubiony’ absurd polskiego szkolnictwa….

  14. sapientia pisze:

    Co do tej matury z polskiego – owszem uważam, że klucz jest głupim wymysłem, ale jako klucz w ogóle, ale nie jest on znów taki sztywny, jak się może wydawać. Klucz jest dopracowywany w miarę sprawdzania matur. Kiedy wyszłam po polskim z sali, myślałam, że się popłaczę, bo naprawdę czułam, że moje zdolności nadprzyrodzone o tym, co klucz serwuje zanikły – a okazało się, że polski zdałam na 84%, a z wypracowania miałam 43 pkt / 50 – jak w szkole pisałam wypracowania maturalne, to uzyskanie 37 pkt z niego było czymś wow. Można tu więc z powodzeniem stwierdzić, że klucz jest elastyczny.
    Co do historii i wosu nie wypowiem się z oczywistych przyczyn – szczerze nie lubię tych dwóch przedmiotów, może dlatego, że historia kojarzy mi się z wkuwaniem dat, a wos z ryciem na blachę sztywnych definicji.
    To jest smutne, że edukacja nie przewiduje czegoś takiego, jak analizy własnej – każdy wiersz jest omówiony w sposób „ogólnie” przyjęty. Przy czym dla jednych dana metafora może znaczyć zupełnie coś innego i być głębsza, niż ta ogólnie przyjęta. Wiadomo, że pewne rzeczy ogólnie przyjęte należy znać, ale wydaje mi się, że tym ogólnym zasadom podporządkowuje się jeden środek stylistyczny, mianowicie alegoria. Podejrzewam, że większość poetów, pisząc swoje wiersze, pragnie, aby interpretacji było tyle ilu ludzi, ale cóż. Podobno Wisława Szymborska, gdy pisała maturę ze swoich wierszy, to ją oblała. Podobno.
    Punkty jakie wypisałeś są piękne, ale wydają mi się nieco idylliczne, dlatego że wymagają one czynnego udziału uczniów, weź spójrz na naszych rówieśników i powiedz mi, ilu z Tobie znanych osób ma ochotę czynnie uczestniczyć w lekcji? Generalnie każdy siedzi na lekcji i ma wszystko w nosie, byleby czterdzieści pięć minut przeleciało – tłumaczą to faktem, że nauczyciel i tak ma swoje wnioski i je uwypukli bez zaangażowania uczniów, ale sądzę, że kreatywne lekcje, burze mózgów niewiele by zmieniły. Za bardzo lubimy się buntować, żeby ładnie współpracować na lekcji.

    A ja mówię, że no risk – no fun!

  15. Dzięki Bogu przyszło mi mieszkać w Hiszpanii. Tak czy siak, coś tam z polskiego systemu oświaty pamiętam. Mnóstwo szeroko rozbudowanych tematów, niemożliwych do zapamiętania w ich całej postaci. Z podstawówki pamiętam tylko, że nauczycielka z matematyki wsadziła głowę w bryłę z metalowych rurek i nie umiała jej stamtąd wyjąć. Gimnazjum, przynajmniej dwa lata, które tam spędziłam – coś o Potopie szwedzkim było. I to chyba tyle, co zrobiliśmy przez cały rok (kwestia złego doboru nauczyciela).
    No, zgodzę się z tobą. Z drugiej strony zapewniam, że w Hiszpanii (jako że mogę porównać, to opowiem) nie jest lepiej. Wszystko robi się bardzo powierzchownie. Ludzie nie mają pojęcia, że istnieje taki kraj jak Polska (i nie mówimy tu tylko o ludziach młodych…), koleżanka kiedyś powiedziała, że Bush i Kennedy to tak naprawdę ta sama osoba. Kolega potrzebował kalkulatora, żeby obliczyć 17/1.Cóż, nie każdy rodzi się geniuszem.
    Tak, ja jak zwykle o sobie i moich doświadczeniach, ale o czym mam pisać, skoro twoich nie znam. W kilku słowach dodam jedynie, że masz rację. Potrzebujemy zmian.

  16. Kurde… Tak narzekam na swoją szkołę, a… wiele punktów z Twojej listy ma w niej miejsce: 2,3,5,8,9. Chyba muszę być ciut bardziej wdzięczna 😉

  17. Dama Pik pisze:

    Uwielbiam czytać twoje posty. Co więcej – z większością się zgodzę. Usunięcie części lektur i dodanie nowych powinno nastąpić już kilka lat temu. Jest tyle wartościowych książek, które skłaniają do refleksji i uczą ludzi. To one powinny znaleźć się w kanonie. Nie rozumiem po co te wszystkie książki, które mnie osobiście usypiają po kilku stronach? Niedobrze mi się robi, kiedy po raz kolejny słyszę o tym samym. Ile można?
    Polska szkoła daleka jest od ideału. Nie przygotowuje nas do dorosłego życia a powiela XIX wieczne schematy, które nie mają przełożenia w dzisiejszych czasach.

  18. duń pisze:

    co do sytemu edukacji trudno się z Tobą nie zgodzić. ja np osobiście nigdy nie przepadałam za historią czy WOS’em dla mnie była to trudne i może nawet nudne opowiadanie do przyswojenia i masz racje, za mało w tym wszystkim było Polski, może właśnie dlatego mi to nie odpowiadało? warto mieć jakąś wiedzę o innych krajach, owszem, nawet o historii, ale trzeba umieć to sprzedać w interesujący sposób, ja na takich nauczycieli nie trafiłam ;/
    matura to bzdura jak mówią, i też znam ludzi zdolnych, którzy źle ją zdali i leniwych którzy zadziwili innych tym jak zdali.
    ale nie masz wrażenia, że w Polsce jest wiele dziedzin, w tym i edukacja, które potrzebują zmian i reform, ale to się raczej nie zapowiada?

    a co do marzeń! warto je mieć i warto iść w kierunku ich realizacji. ktoś Ci może powie, że ciężko zostać dziennikarzem, ale idąc w zaparte osiągnie się swój cel, tak jak ja to powtarzam: „w życiu trzeba się umieć ustawić” trzeba być po prostu sprytniejszym niż inni! 😉

    czyżbyś teraz zaczynał studia? czy to jest dziennikarstwo?

    przeżyłam, przeżyłam, jak zawsze więcej paniki w tym wszystkim niż to warte! 😛 ale taka już jestem

  19. Askadasuna pisze:

    Bardzo podoba mi się to, co napisałeś. To sama prawda. Niestety, idzie w złą stronę, jeśli chodzi o oświatę. Zamiast to rozwijać, zmieniać, ulepszać, unowocześniać, to wiedza jest obcinana, zmniejszana do minimum, bo po co tych biednych gimnazjalistów i licealistów męczyć? A no po to, żeby kolejne dzieciaki wybierały technika. Bardzo nie podoba mi się to, że tak powszechne stało się liceum, a technikum zostało uznane za coś złego i powód do wstydu. To naprawdę negatywne podejście, a ukończenie technikum daje wiele możliwości.
    Nie wiem czy widziałeś najnowszą podstawę programową, ale coraz bardziej się nią ośmieszamy. Niepotrzebnie próbujemy ‚dogonić’ zachód i sami sobie robimy krzywdę.
    P.S. Jak się bloguje na wordpress? Nigdy nie miałam styczności z tą platformą.

    • patrykpisze pisze:

      Na WordPressie bloguje się świetnie.

      Mam kolegę, który jedzie na nowej podstawie programowej, więc jestem na bieżąco. Szkoda gadać.

      • Break pisze:

        W nowej podstawie programowej mają świetne podręczniki.

        W podręczniku do chemii mają np. przepis na ROSÓŁ. Ze strony wizualnej pół ksiązki to z reguły pierdyrialdy obrazków, wszędzie wali kolorową czcionką a treść jest podana w sposób idiotoodporny informacja pod informacją (nie trzeba czytać ze zrozumieniem, bo po co)
        Takie moje dorzucone trzy grosze :>

  20. Mary pisze:

    Podpisuję się pod Twoim postem rękami i nogami. W obecnym szkolnictwie jest tak dużo szablonów, że myślenie zanika, widzę to po przykładach młodszego rodzeństwa czy znajomych (studiuję z ludźmi młodszymi).

  21. pecora nera. pisze:

    Co do lektur… Uwielbiam czytać książki, ale w liceum przeczytałam zaledwie Gombrowicza, „Przedwiośnie” Żeromskiego, „Wesele” Witkacego, „Tango” Mrożka i opowiadania Borowskiego. Pozytywizmu nie tknęłam. Jak najbardziej zgadzam się z tym, że kanon lektur należy dać do wymiany. Wydaje mi się, że brakuje książek, które miałyby filozoficzne przesłanie. Wtedy uczniowie byliby zmuszeni do myślenia, a może nawet zachęciliby się w ten sposób do kształtowania własnego światopoglądu.

  22. Break pisze:

    Co do 7, miałam przez dwa lata w LO filozofię jako przedmiot dodatkowy (z profesorem z uniwersytetu śląskiego) i spisywała się idealnie. Jedna z lekcji, na której po prostu samemu wyciągało się wnioski i myślało. W sumie jeżeli chodzi o religię jako samodzielny przedmiot, nie jest źle. Z mojego punktu widzenia nikt nikogo nie zmusza, żeby na nią chodzić. U nas dostaje się deklarację, kto chciał mógł się wypisać i miał w tym czasie okienko, lub mógł iść do domu. W przypadku okienka było to nie funkcjonalne, ale z reguły starano się dawać religię na koniec. W przypadku religii w liceum to chyba nie ma problemu, bo każdy wie w co wierzy i czy chce chodzić, czy nie. Dlatego, nie zastąpiłabym jej obowiązkowym przedmiotem (dała jej funkcjonować osobno) a wprowadziła obok niej filozofię (koniecznie) z elementami religioznawstwa. (to nie wiem jakby się spisało)

    Do reszty się podpisuję. Ale i tak to wszytko schodzi na psy. Każda kolejna reforma edukacji prowadzi do większego odmóżdżenia społeczeństwa.

  23. Masked pisze:

    Zgadzam się z tą listą 10 rzeczy do zmian. Polski system edukacji niestety leży, a jeśli ktoś chce wynieść coś sensownego to musi douczać się sam. Na szczęście jest kilku nauczycieli, którzy problem rozumieją i lekcje prowadzą o wiele ciekawiej – ja na swoje gimnazjum pod tym względem nie muszę narzekać, bo większość oprócz obowiązkowego programu starała się przekazać jakieś sensowne wiadomości. Szkoda tylko, że nie każdy ma tyle szczęścia.

  24. ina3b pisze:

    U nas w liceum to w ogóle w 3 klasie babka od historii i wosu powiedziała, że ci, którzy zamierzają pisać maturę z jej przedmiotów mają być na każdej lekcji, a reszta ma wtedy wolne, więc zasadniczo to jak ktoś nie był wos/hist to miał pół tygodnia wolnego (klasa humanistyczna). O polskim mogę powiedzieć to dobrego, że nie mieliśmy zeszytów, nikt nic nie notował tylko mieliśmy słuchać i się wypowiadać i to było spoko.
    Podpunkt o religii wymiata, bo to jest właśnie sedno wszystkiego. 😀

  25. Myosotis pisze:

    Mnie osobiście najbardziej rozwalały lekcje historii. W każdej szkole. W podstawówce doszłam do II WŚ, przeszkodził nam koniec roku. W gimnazjum zaczęliśmy od początku, czyli prehistorii. Gdyby nie koło historyczne w 3. gimnazjum, nie miałabym pojęcia o czasach PRLu. W liceum WOSu i historii uczyła mnie jedna kobieta. Na lekcjach WOSu robiła po prostu historię.

  26. Mona pisze:

    Cóż o edukacji już wcześniej pisałeś i co dodać? Mogę się pod tym podpisać. Za Twoimi przykładami co można zmienić w polskim systemie edukacji też jestem. Chłopie, zostań ministrem! Ja jednak zawsze twierdziłam, że każdy uczeń powinien mieć obowiązkowe przedmioty, typu polski, angielski, matma i w-f, a poza tym wybrać sobie np. 3/5 innych wg własnych upodobań. Genialny jest podpunkt a propos religii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s